PLAC ZABAW

Dzisiaj o poranku, podczas codziennego porannego oglądania programu w TVN 24, moją uwagę przykuła dyskusja dwóch ekspertów w sprawie kryzysowej sytuacji wokół Korei Północnej. Owa debata dość wątpliwych autorytetów i specjalistów była przerywana przez materiały obrazujące kryzys koreański.

Moją uwagę przykuł jeden obrazek a dokładniej komiks. Kim Jong Un był dzieckiem i bawił się małymi plastikowymi rakietami. Zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby przywódcy państw – a może nawet i same państwa – byli dziećmi, a świat stałby się ich placem zabaw. Wtedy Korea Północna indywidualnie, w rogu piaskownicy, obrażona na wszystkich pokazywałaby swoją siłę, rzucając – a raczej próbując rzucać – zabawkami w stronę innych dzieci a zwłaszcza w stronę swojej siostry – Korei Południowej.

Wyrośnięty Władimir z klasy 5c chciałby znowu stać się ważną osobą na skwerku. W ramach swojego planu powrotu do wielkości biłby innych. Najbardziej obrywałaby koleżanka Ukraina. Gdyby interweniując, podeszłaby do nich wychowawczyni z ONZ, Putin wypierałby się wszystkiego i zarzekał się, że to nie on.

Opalony na pomarańczę Donald budowałby mur z piasku i zawiązywałby sojusze z innymi dziećmi, chcąc utrzymać miano przewodniczącego placu zabaw. By pokazać, że zasługuje na miano lidera, raz na jakiś czas rzucał by rakietą w stronę niesfornego Asada, który, nie wiadomo dlaczego, uderzał by samego siebie. W tym samym czasie mały Chińczyk kupowałby zabawki, wiedząc, że za jakiś czas dzięki tym posunięciom zostanie przywódcą placu zabaw.

Jednak uważam, że najciekawiej byłoby w samej Europie. Wielka Brytania zrezygnowałaby z zabawy w pociąg, której przewodniczyłaby Angela z 6b. Tuż za Merkel biegłby drugi Donald, tym razem już nie pomarańczowy a po prostu rudy. Na końcu zmyślonego pociągu biegłaby Beatka z broszką przyczepiona do żółtej garsonki. Dziewczynka ciągle siedziałaby na telefonie, czekając na polecenia od malutkiego Jarosława siedzącego wygodnie na krzesełku.

Przednia część pociągu prująca do przodu z większą prędkością byłaby nieustannie dręczona przez małych, ciemnych brodaczy w kominiarkach z napisem ISIS. Francja nie wiedziałaby, co robić. Czy może uciec z pociągu i przestać być dręczonym przez imigrantów z biedniejszych podwórek, czy może zostać i wierzyć, że brodacze nie wykoleją wagonu?

Dni mijałyby, a na placu nic by się nie zmieniało. Mur Donalda rósłby z każdą chwilą, Putin dalej udawałby, że to nie on bije Ukrainę, a Beatka cierpliwie czekałaby na telefon „z góry”. I tak wyglądałaby ta zabawa przerywana czasem tylko przez płacz. Płacz bogu ducha winnych społeczeństw.


Łódź, 28.05.2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s