AKCJA REAKCJA TO PROKRASTYNACJA

Budzę się rano i przez minutę zastanawiam się nad tym, dlaczego tu jestem.

Minutę? Może pięć albo dziesięć. Kto by to liczył. Gdzieś między mózgiem a czołem kołacze się niewyraźna myśl. Miałam coś zrobić. Jeszcze wczoraj wieczorem wiedziałam co. Jeszcze wczoraj wieczorem stojąc pod strumieniem wody pod prysznicem, wyliczałam kolejne zadania i obowiązki. Znałam ich odpowiednią, misterną kolejność. Wiedziałam, jakie są ich przyczyny, a także, jakie wiążą się z nimi konsekwencje.

A teraz? Jest tylko pustka. Chyba odłożę ten problem na nigdy.

Unikam sukcesu, unikam porażki

Rozglądam się wokół i zastanawiam się czy to może choroba pokolenia. Mamy zdalny dostęp do prawie wszystkiego. Każda informacja na wyciągnięcie ręki. To takie proste, wystarczy tylko chcieć i działać.

Może właśnie w tej prostocie tkwi problem. My – młodzi, piękni, rozpieszczeni rzeczywistością, która oparta jest na filarach mediów społecznościowych i Internetu, która jest niczym domek z kart w starciu ze spadającym z nieba fortepianem.

Jednocześnie wszyscy to akceptujemy. Czy to znaczy, że realnie pasuje nam właśnie taki chory układ ze światem? Co więcej z samymi sobą?

Okno niewykorzystanych możliwości, czyli zwlekam, więc jestem

Jakie wybieram wyjście? Najłatwiejsze. No dobra, pozornie najłatwiejsze. Im bardziej coś odwlekam, tym łatwiej mi myśleć, że problem rozwiąże się sam. I nie chodzi tu tylko o pracę, szkołę, obowiązki domowe, ale również kontakty z innymi ludźmi.

Patrzę w lustro i mówię: to jeszcze nie ten moment, nie jestem na to gotowa. Niczym baza danych zbieram informacje. Przecież im większy zasób wiedzy zdobędę, tym będę bardziej kompetentna do wykonania mojego zadania – trele morele. Nic nie robię, no może tylko tracę czas i czekam na grom z jasnego nieba, który mnie dobije, rozerwie na dwoje. To przynajmniej będzie jakiś postęp. Z jednej osoby w ciągłym stanie prokrastynacji, na dwie całkiem martwe półosoby.

Głowa pełna braku rozwiązań

Siadam przy biurku, robię głęboki wdech. Szklanka wody, witaminy, może nawet garść orzechów na poprawę koncentracji. Sięgam po notes i pióro. Zapisuję zadania, cele. Wszystkie ujmuję w zdaniach prostych, zakreślam najtrudniejsze z nich i ruszam do działania. Jest całkiem nieźle, chyba dam radę. Dzień ucieka, zadania wykonane. W większości albo chociaż w połowie. Jest nawet całkiem nieźle, można powiedzieć, że pozbierałam się.

Problem w tym, że jutro rano będzie gorzej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s