FINAŁ LIGI MISTRZÓW: BIAŁO-CZERWONE STARCIE NA SZCZYCIE

Ostatni, a zarazem najważniejszy mecz piłkarskiego sezonu rozpocznie się już w najbliższą sobotę. Dwa najlepsze zespoły starego kontynentu w tegorocznych rozgrywkach Ligi Mistrzów – Real Madryt i Liverpool – przeszły długą i męczącą drogę by znaleźć się w tym miejscu. Dla obu drużyn zwycięstwo w finale będzie osłodą nieudanego sezonu w krajowych rozgrywkach.

KRÓLEWSKA HISTORIA

Liga mistrzów to takie rozgrywki w których 32 drużyny grają w piłkę, a na końcu i tak wygrywa Real Madryt. Takim zdaniem w łatwy sposób można podsumować ostatnie lata w najważniejszych klubowych rozgrywkach na świecie. Zespół Królewskich w ostatnich sezonach dosłownie zdominował Ligę Mistrzów wygrywając 3 na 4 ostatnie finały. Już na samym początku tych rozgrywek w latach 1956-1960 miała miejsce podobna dominacja, w której Los Blancos wygrywali Puchar Mistrzów raz za razem, aż przez 5 kolejnych sezonów. Tegoroczne zwycięstwo przybliżyłoby Królewskich do powtórzenia tego niesamowitego wyczynu. Droga do finału była naprawdę wyboista, już w fazie grupowej Real natrafił na duże problemy w postaci Tottenhamu, angielski zespół postawił się królewskim najpierw remisując 1-1, a w kolejnym meczu pokonując piłkarzy z Madrytu aż 3-1. Po takich rezultatach Galaktyczni wyszli z grupy dopiero na drugim miejscu i czekało ich starcie z francuskim gigantem. Paris Saint Germain nie okazał się tak trudnym rywalem jak można by się spodziewać po fazie grupowej, Paryżanie zostali pokonani przez Real bez większych trudności przegrywając aż 2-5 w dwumeczu.  Kolejnym przystankiem w drodze do finału był Juventus, którego Królewscy wpierw rozgromili w Turynie by w rewanżu drżeć o wynik do ostatnich sekund podstawowego czasu gry, w których to Cristiano Ronaldo pewnie wykorzystał rzut karny rozstrzygając widowisko na korzyść gospodarzy z Estadio Santiago Bernabéu. Przedwczesnym finałem nazywane było półfinałowe starcie Realu z Bayernem Monachium, przed losowaniem par obie drużyny na tym etapie były murowanymi faworytami do zwycięstwa w finale. Piłkarze z Monachium nie pokazali, jednak mistrzowskiej klasy i na własne życzenie przegrali półfinał „oddając” bramki rywalowi przez dziecinne błędy bardziej przypominające niektóre zagrania piłkarzy z Ekstraklasy, niż zespół aspirujący do zostania najlepszym w Europie. Przed Los Blancos stoi już tylko jedna przeszkoda by po raz kolejny wpisać się do historii.

ANGIELSKA NIESPODZIANKA

Już 13 lat minęło odkąd po niesamowitej pogoni za Milanem, piłkarze z miasta Beatelsów z genialnym Jerzym Dudkiem w składzie mogli wnieść w górę puchar za wygranie Ligi Mistrzów. Po tak długim oczekiwaniu każda osoba związana z klubem czy to kibic czy piłkarz z pewnością chciałaby zobaczyć ten obrazek ponownie już za kilka dni. Nie da się ukryć, że za wielkim sukcesem jakim z pewnością jest dotarcie do finału najważniejszych klubowych rozgrywek stoi nieprawdopodobna forma ofensywnej części zespołu prowadzonego przez Jurgena Kloppa, a przede wszystkim dyspozycja nowego nabytku The Reds – Mohameda Salaha, który jest istną maszyną do zdobywania bramek. Drużyna Kloppa mimo zdobycia aż 23 goli w fazie grupowej (co było drugim najlepszym wynikiem, zaraz za PSG) trzykrotnie zremisowała swoje mecze co i tak pozwoliło Czerwonym awansować z pierwszego miejsca. Początkowe losowanie było dość łaskawe dla zespołu Liverpoolu, którego czekało starcie z FC Porto. Piłkarze z Anglii zorganizowali sobie istny pokaz strzeleckich umiejętności pokonując zespół z Portugalii, aż 5-0, drugi mecz zakończył się natomiast brakiem jakiejkolwiek bramki z obustron. Ćwierćfinał to z kolei zupełnie inna bajka, były klub Stevena Gerrarda na starcie został postawiony w roli kandydata do ostatecznej porażki i odpadnięcia z rozgrywek. Niewielu podejrzewało, że jeden z wielkich faworytów do zwycięstwa w tej edycji Ligi Mistrzów jakim bez wątpienia był Manchester City odpadnie na tak wczesnym etapie. Rzeczywistość znów pokazała, że w futbolu nie wolno nikogo skreślać. Skazany na porażkę Liverpool zagrał dwa wyśmienite spotkania nie cofając się przed rywalami z błękitnej części Manchesteru pokonując ich wysoko bo aż 5-1. Po takim dwumeczu nikt nie wątpił, że Liverpool stać na wszystko. Półfinał postawił naprzeciw sobie dwie rewelacje tegorocznych rozgrywek. Do rozpędzonego Liverpoolu dołączyła nieprzewidywalna Roma, która dokonując cudu wyeliminowała zbyt pewną siebie Barcelonę. Pierwsze półfinałowe starcie odbyło się pod dyktando The Reds, piłkarze z Premier League pokazali dominacje i pewnie pokonali Włochów 5-2. Drugi mecz to już ponowny pokaz siły Romy, która do ostatnich chwil walczyła o dogrywkę ostatecznie przegrywając dwumecz 6-7. Liverpool w tym sezonie pokazał, że nie boi się nikogo i z każdym może wygrać. Już za kilka dni postara się to dobitnie udowodnić.

REAL MADRYT – LIVERPOOL

START: SOBOTA 26.05, GODZINA 20:45

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s