KLIK I CZYTASZ

Automaty na słodycze, napoje a nawet sushi to już norma. W każdej szanowanej się instytucji taką maszynę znajdziemy. Zaspokaja ona nasze podstawowe potrzeby, cierpliwie grosz po groszu uszczuplając naszą pensję. We Francji społeczeństwo poszło o krok dalej i w Grenoble stanął pierwszy automat na książki.

Faktem jest, że czytających osób jest coraz mniej. Już nie będę z żalem mówić po raz kolejny o raporcie Biblioteki Narodowej. To, że ludzie nie czytają to skutek tego, że nie mają czasu, że nie mają książek (jakby o bibliotekach nie słyszeli) i że nie mają chęci ich nosić. Przyznajmy szczerze, książki są niewygodne. Grube tomiszcza nie nadają się do plecaka, a wersje kieszonkowe… mi do kieszonki nigdy się nie zmieściły. Tak, tak, teraz mamy czytniki, w których znajdziemy praktycznie całą biblioteczkę, ale to trzeba ładować, oczy nie lubią ekranu, męczą się i jeszcze w słońcu nie wiele widać… Jak więc ludzie mają czytać, skoro tyle jest przeciwwskazań?

Tak było

Nie znam nazwiska tego kreatywnego człowieka, który wymyślił rozwiązanie tego problemu, ale jestem prawie pewna, że wpadł na to, stojąc przy automacie samoobsługującym w McDonald’s i patrzył, jak maszyna wyrzuca mu długi świstek papieru zawierający paragon, potwierdzenie płatności kartą i numer jest zamówienia. Wziął go do ręki, zwijając, jak starożytny manuskrypt i wtem jego wzrok padł na małe literki układające się w „Big Mac podwójny zestaw” albo „2 for you”. Wtedy właśnie go olśniło. A gdyby stworzyć maszynę drukującą same paragony? I gdyby te paragony nie były paragonami, a krótkimi opowiadaniami, które ludzie mogą wydrukować w metrze czy na stacji, by umilić sobie podróż? Czuję jego podekscytowanie i gonitwę myśli. Prawie widzę, jak biegnie do domu, kompletnie zapominając o swoim zamówieniu numer 92.

storydispenser-1524062621

215 słów na minutę

So there it is. Maszyna dla podróżujących komunikacją miejską drukująca krótkie opowiadania w formie długich paragonów. Urządzenie stworzyła francuska strona – Short Edition, która łączy twórców i czytelników. Obecnie w projekcie bierze udział 5 tysięcy autorów i 170 tysięcy zarejestrowanych czytelników.

How it’s made

Na obudowie maszyny znajdują się trzy przyciski. Każdy z nich odpowiada ilości czasu potrzebnego na ukończenie danego opowiadania: jedna, trzy lub pięć minut. Po wybraniu pożądanej opcji urządzenie łączy się z serwerem, na którym zgromadzonych jest ponad sto tysięcy tekstów, następnie losuje jeden z nich i drukuje go na papierowym wyciągu podobnym do sklepowego paragonu. Najfajniejsze jest jednak to, że cała ta procedura nic nie kosztuje. Można czytać za darmo!

short-story-vending-machine1-759

Idea

W tych śmiesznych, ale jakże potrzebnych urządzeniach chodzi głównie o to, by budować społeczność nie tylko dla czytelników, ale i również dla autorów. Każdy, jeśli tylko chce, może napisać opowiadanie i dodać go do systemu. Oczywiście, najpierw historia musi być zatwierdzona przez ekipę z Short Edition, ale jeśli tak się stanie, opowiadanie ląduje w bazie i czeka, aż maszyna wylosuje właśnie je.

Pomyśleliśmy, że zabawnie by było mieć dystrybutora historii w taki sam sposób, jak to się ma z automatami. Taki papier daje chwilę wytchnienia, to coś bardziej niespodziewanego niż smartfon.

– mówi Christophe Sibieude, szef Short Edition.

Dzięki temu, że całość jest tak ściśle kontrolowana i sprawdzana, czytelnicy mają pewność, że historie, które dostaną będą na wysokim poziomie i, że nie trafią na kogoś, kto będzie chciał zrobić użytek z maszyny i po prostu siać ferment. Co ciekawe, przy drukowaniu historii zawsze można zostać zaskoczonym, gdy tekst, który dostaniemy zostanie wydrukowany przez naszego sąsiada, babcię albo kumpla nie wyglądającego wcale, jakby umiał czytać i pisać.

Shut up and take my money

Najpierw tylko sto pięćdziesiąt automatów powędrowało świat, ale ich popularność cały czas rośnie. W Stanach Zjednoczonych pierwsza taka maszyna stoi w kawiarni Cafe Zoetrope w San Francisco, więc, gdyby ktoś wybierał się na weekend, serdecznie polecam ją wypróbować.

Jednak nie tylko prywatne osoby kupują to cudo. Instytucje publiczne, najczęściej biblioteki, też sięgają po ten nietuzinkowy pomysł, mimo, że automat do tanich nie należy. Jego koszt wynosi ponad 9 tysięcy dolarów, a co miesiąc należy uiszczać opłatę serwisową w wysokości 190 dolarów.

W Polsce na razie ani widu, ani słuchu, choć mam nadzieję, że może jakaś instytucja zainteresuje się tym tematem. Co prawda wszystkie historie są po angielsku i francusku, ale czyż to nie świetny pomysł na ćwiczenie języka obcego i najważniejsze – podniesienia tych nieszczęsnych, czytelniczych statystyk?

Źródło: Independent

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s