MÓW PO PROSTU CZEGO CHCESZ

Ludzi, których spotykam na co dzień, dzielę na cztery kategorie. Są to osoby przeze mnie znane, przechodnie, których mijam bez słowa czy jakiegokolwiek gestu, potrzebujący, na których zawsze reaguję oraz ci, którzy niesamowicie drażnią mnie swoim udawaniem tych trzecich.

Nie da się, będąc gdziekolwiek, ominąć każdego człowieka, nie wchodzić z nim w interakcję i po prostu być niewidzialnym. Zawsze kogoś się potrąci, zawsze na kogoś się wpadnie, zawsze ktoś spojrzy ci w oczy. A szkoda. Nie dlatego, że wymiana zdań, poznawanie nowych ludzi i automatyczne rozwijanie się poprzez interakcje jest złe. Tylko dlatego, że niektórzy ludzie zdają się zauważać cię tylko po to, by cię omamić i wykorzystać. Jak?

Sporna

Mówi, że jest bezdomnym odkąd pamiętał, że nie jadł od kilku dni, że miał trójkę dzieci i żonę, ale zaczął pić, więc teraz mieszka na ulicy. Chwali się nowymi butami z Lasockiego, znalazł je w tramwaju. Ma za dużą kurtkę, ale jest ciepła, więc tylko to się liczy. Ważne, że pół darmo, bo za dychę w lumpeksie.

Prosi, bym kupiła mu coś do jedzenia. Trochę więcej, by starczyło na ziomka, z którym czasem śpi w przytułku. Zgadzam się i razem przemierzamy małe delikatesy, a on opowiada mi o swoim życiu, wlewając we mnie ogrom współczucia dla niego i rozpaczliwą chęć pomocy. W mojej głowie tworzy się obraz człowieka nieszczęśliwego, złamanego przez niepowodzenia i odrzuconego przez świat. Koszyk robi się coraz cięższy, ale to nic. To wyższy cel, to mój wkład w lepsze życie dla tego człowieka. Aż mnie skręca od niesprawiedliwości.

Czas na skasowanie zakupów. Cierpliwie czekam przy kasie, kątem oka obserwując jegomościa przechadzającego się po sklepie. Kasjerka wbija ręcznie kod na jakiś produkt, a ja stoję, osłupiała patrząc, jak jego dłoń – dłoń człowieka biednego, odrzuconego i niesłusznie osądzonego – podnosi się i chwyta puszkę z pasztetem. Chwilę później puszka ląduje w jego kieszeni. Tak, jak parę innych rzeczy.

Odchodzi. Jak gdyby nic. Napełnia swoją za dużą kurtkę i wychodzi ze sklepu, a ja zostaję z koszykiem prawie zapełnionym zakupami. Płacę. Potem pakuję wszystkie te produkty do lodówki, myśląc o tym, co się stało. Nie znajduję puenty.

Tamka

W tramwaju nachodzi mnie kobieta. Prosi o pieniądze na jedzenie. Nie mam gotówki. To nic, na następnym przystanku jest bankomat. Proponuję podejście do pobliskiego marketu i kupienie jedzenia. Nie. Nie. To za duży kłopot. Tu zaraz jest bankomat, a za nami jedzie już następny tramwaj, więc wysiądę i szybko wskoczę do kolejnego. Głupio mi odmówić, więc wysiadam, wybieram pieniądze. Dostaje dwadzieścia złotych. Dziękuje, przy okazji wspominając, że to naprawdę na jedzenie, że ma dziecko, że jestem dobrym człowiekiem. Znowu mi głupio, ale w końcu kobieta odchodzi. Idę za nią. Nie dlatego, by ją śledzić, ale dlatego, że sama muszę iść do sklepu. Obserwuję ją.

Wchodzi do biedronki i kieruje się tam, gdzie nie powinna się kierować. Idę z drugiej strony, by zatrzymać się trzy półki dalej. Patrzę, jak bierze jedno z win. Po chwili pojawia się jakiś mężczyzna, witają się, a on pokazuje jej dwadzieścia złotych. Ze śmiechem biorą jeszcze jedno wino i idą do kasy. Odwracam się. Bo co mam zrobić? Przyszłam tu tylko po śmietanę.

Brzezińska

Centrum handlowe. Za drzwiami stoi kobieta. Ubrana w panterkę. Wita mnie, życzy mi smacznego. Jem loda. Mówi, że nie jest odurzona, że nie pije i że od dwóch dni nie ma gdzie mieszkać. Nic nie jadła, oprócz suchego chleba. Zaraz ma przyjechać jej mąż. Nie ma za wiele czasu. Mówi, że wyglądam na porządnego człowieka. Kiwam głową, mając ochotę wyrzucić daleko tego loda. Symbol rozpusty i pychy. Tak, jakby był rażącym znakiem „Hej, ja mam pieniądze, a ty nie”. Uśmiecham się. Prosi o pieniądze. Mówi, że na jedzenie, że mąż jest w toalecie. A nie miał przyjechać? Nie mam gotówki, ale mogę podejść do sklepu i kupić jedzenie. Kręci głową, mówi, że mąż zaraz przyjedzie i nie ma czasu. A nie był w toalecie? Tutaj jest bankomat, to chwila. Weźmie pieniądze i pojedzie do sklepu. A nie możemy pójść tutaj i zrobić zakupy? Mówi, że nie ma czasu. Przeprasza, że przeszkadza. Płaszczy się, jakby nie była człowiekiem. Ogarnia mnie zakłopotanie, ale twardo stoję przy swoim. W końcu się zgadza. Dodaje jednak, że jak wrócę, jej może już nie być, bo mąż wyjdzie z toalety i będą jechać. Prosi, żebym nie myślała wtedy o niej źle. Kiwam głową, choć nie rozumiem. Skoro jest głodna i potrzebuje jedzenia, dlaczego nie może poczekać?

Nie wiem, co robić, więc ruszam z powrotem do galerii. Ona opiera się o słupek. Market jest po drugiej stronie galerii, zbyt daleko, bym zdążyła nawet tam dojść. Staję niezdecydowana w przedsionku. Automatyczne drzwi otwierają się bez przerwy, bo stoję za blisko. Trochę panikuję. Co dalej? Iść czy nie iść? Nie wiem.

Na szczęście chwilę później podjeżdża samochód. Opuszcza się szyba, mężczyzna woła głośne „I jak?”. Kobieta kręci głową i wsiada do auta bez ociągania. Nawet się nie odwraca, nie zerka, nie patrzy na zegarek. Nie mówi „Ktoś robi nam zakupy, poczekajmy”. Odjeżdżają, a ja kończę jeść tego cholernego loda. Pusty wafelek wrzucam do kosza. Nie mam na niego ochoty.

PANIE, NIE BĘDĘ ZMYŚLAŁ. POTRZEBUJĘ NA PIWO

Bez owijania, bez zbędnych historyjek mających zakłopotać czy wzruszyć. Po prostu. Bez mydlenia oczu. Mów, czego ci potrzeba.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s